Monday, May 09, 2005

Super blondi z butelką w cipce

Jak wynika z sondaży, aż 60 proc. Polaków uważa, że biednym krajom afrykańskim należy się pomoc. Ale tylko 4 proc. z nas podziela opinię, że to Polska powinna być za tę pomoc współodpowiedzialna.
Wojciech Spirewski /2005-05-08
Bywa, że dzieło o miernej wartości artystycznej zawiera drobny element, ratujący całe przedsięwzięcie. Chociaż w słynnym filmie Rolanda Emmericha “Pojutrze” o nowej epoce lodowcowej (która uderza w północną półkulę globu) niewiele odnaleźć można finezji i filmowego kunsztu (poza efektami specjalnymi), to od jednoznacznej krytyki ratuje go scena panicznej ucieczki “uchodźców amerykańskich”, przekraczających granicę meksykańską na rzece Rio Grande w nadziei schronienia się przed katastrofalną burzą i nadciągającym od północy zlodowaceniem. Azylem okazuje się południowa część globu, terytoria państw Trzeciego Świata.

Pojęcia “Trzeci Świat” używa się zamiennie z terminem “państwa rozwijające się”. Rozwijające? Tak powiedzieć można o Albanii, ale w przypadku wielu krajów Afryki, chociażby Etiopii, to stwierdzenie nie na miejscu.

Gdy oczy całego świata zwrócone są na Bliski Wschód, równie niestabilna sytuacja, choć w innej formie, panuje w różnych częściach Afryki. Upadające państwa nie stanowią dla nas zagrożenia z racji swych miernych możliwości militarnych, ekonomicznych czy organizacyjnych, ich działalność nie ma większego wpływu na poziom bezpieczeństwa Europy czy Ameryki - do czasu. “Ryzyko powstrzymania się od działań jest dziś zbyt wielkie, by ludzki rozum i sumienie nie zbuntowały się przeciw bezczynności” - pisze Zygmunt Bauman. Rozum każe chronić swój dorobek, bezpieczeństwo i spokój. A sumienie?

Carla Del Ponte, prokurator generalny haskiego Trybunału ONZ ds. Zbrodni Wojennych w byłej Jugosławii stanowczo twierdzi, że “sudański Darfur jest teraz najważniejszy. Tam się popełnia zbrodnię przeciw ludzkości”. Niemal w jednym czasie w jednym kraju dochodzi do porozumień pokojowych (południe Sudanu) i zaostrzenia konfliktu, określanego mianem największej katastrofy humanitarnej współczesnego świata (prowincja Darfur). Wojciech Jagielski tak pisał w reportażu z Darfuru w “Gazecie Wyborczej”: “Napastnicy, arabscy koczownicy na koniach i wielbłądach, otaczają wsie, ale atakują zazwyczaj dopiero wtedy, gdy swą robotę wykonają piloci i strzelcy pokładowi wojskowych śmigłowców i samolotów. Atak z powietrza jest sygnałem dla rozpoczęcia mordów, gwałtów i grabieży”. Dziennikarka BBC, której udało się dotrzeć do jednego z ośrodków dla uchodźców, pisała: “Darfur jest koszmarem sennym, który stał się rzeczywistością”. Janina Ochojska opisywała w “TP” nędzę i beznadzieję Sudańczyków z tej prowincji, gdzie konflikt pochłonął już ponad 50 tysięcy ofiar, a około 1,5 miliona zmusił do opuszczenia rodzinnej ziemi.

Mord w Darfurze odbywa się za przyzwoleniem, a nawet wsparciem rządu sudańskiego. Co znamienne, ten akt bestialskiej rzezi jest niemal nieobecny w świadomości naszego społeczeństwa. Gdzie głosy wzywające do zachodniej interwencji w Sudanie? Ta masakra pokazuje relatywizm w podejściu do zbrodni.

Darfur nie jest jedyny. Do aktów bestialskiej przemocy dochodzi chociażby w (graniczącej od południa z Sudanem) Demokratycznej Republice Konga. Po ubiegłorocznych doniesieniach jednej z organizacji humanitarnych dochodzenie w tej sprawie wszczął Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze. Opowieści o wrzucaniu ludzi do kotła i wyrywaniu im serca lub wątroby w celach konsumpcyjnych wydają się co najmniej niesmaczną fantazją, ewentualnie historią z zamierzchłych czasów, a jednak w kraju tym kanibalizm otwarcie funkcjonuje.

W rankingu rozwoju społeczno-gospodarczego, który opracowuje Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP), Polska znajduje się na 37. miejscu wśród 177 zbadanych krajów świata. Jesteśmy jednym z dwudziestu pięciu członków organizacji posiadającej poważny potencjał i możliwość kształtowania polityki światowej - Unii Europejskiej.

“Polskę stać na pomoc” - oświadczył w listopadzie ubiegłego roku były szef naszej dyplomacji Włodzimierz Cimoszewicz. Wspierał tym samym akcję “Polska jest rajem dla ponad miliarda najbiedniejszych mieszkańców świata”, inicjatywę ze wszech miar potrzebną i pożyteczną. Przy okazji rozpoczęcia tegoż programu przeprowadzono badania opinii publicznej. Jak z nich wynika, aż 60 proc. Polaków uważa, że biednym krajom afrykańskim należy się pomoc, ale tylko 4 proc. podziela opinię, że to Polska powinna być za tę pomoc współodpowiedzialna.

To główne źródło problemu, i to nie tylko w tej konkretnej sprawie, ale w wielu zaniechaniach dławiących aktywność polskiego społeczeństwa - unikanie i przerzucanie odpowiedzialności na innych. Nie kierujemy może zbyt silnie działaniami organizacji międzynarodowych, ale poprzez swoje inicjatywy i programy możemy doprowadzić do przeobrażenia deklaracji w namacalne efekty. Siły mamy ograniczone, ale przecież nie jesteśmy pozbawieni głosu.

Polityka we własnym regionie powinna stanowić priorytet, lecz nie możemy bronić się przed myślą globalną. Globalny wymiar powinna mieć również nasza moralność i poczucie solidarności. Akcje humanitarne są jasnym punktem naszego zaangażowania, wiele krajów przyczynia się do pokoju m.in. wspierając “niebieskie berety” ONZ - to wszystko wiele, lecz wciąż za mało.

Warto przypomnieć sobie, że żarliwym orędownikiem pomocy krajom afrykańskim był Jan Paweł II. Dziwi więc, że tylko 4 proc. Polaków jest gotowe postępować zgodnie z nauczaniem papieskim.

0 Comments:

Post a Comment

<< Home