Tuesday, May 10, 2005

Ruda panienka pozuje pierwszy raz

Świat schodzi na psy zapewne od początku. Fakt, że ludzie tak mówią od wieków, a świat ma się nieźle, nie znaczy, iż jest to teza fałszywa. Świat schodzi na psy, a potem się odradza, znów schodzi na psy i tak dalej. Znośny porządek robi się coraz gorszy, aż wreszcie staje się nie do zniesienia dla tak licznej mniejszości, że konieczna jest rewolucyjna zmiana. W tym punkcie byliśmy mniej więcej dwa lata temu – wkrótce po wybuchu afery Rywina.

Gdyby wtedy polska polityka zatrzęsła się tak, jak zatrzęsła się społeczna świadomość, gdyby poleciały głowy, gdyby premier kryjący aferę niezwłocznie został odwołany, gdyby rządząca większość zamiast grać na zwłokę i bagatelizować, od razu przystąpiła do radykalnej naprawy, zmiana mogła się dokonać małym kosztem. Ponieważ władza nie nadążała za zmianą oczekiwań, zaczęła się rewolucja.

Pierwsza fala

Kilka miesięcy później to, co przed Rywinem nie budziło większego sprzeciwu, powszechnie uznano za dewiację. Nawet prezydent, będący przecież jądrem atakowanego systemu, mówił o „nieodpowiednich kontaktach” elit polityki, biznesu i mediów. Miarą rewolucji, która zaszła w głowach, może być sam Lew Rywin. Parę dni przed osadzeniem w więzieniu opowiadając mi o wydarzeniach 2002 r. powiedział: „Wtedy to było normalne”. Zapytałem, czy jego zdaniem dziś to nie jest normalne. Odpowiedział: „Dziś wszystko jest inaczej”. Myślę, że ma rację. W roku 2003 przeżyliśmy pierwszą fazę rewolucji moralnej. Po latach pragmatyzmu do głównego nurtu życia publicznego wróciło przekonanie, że w polityce ważna jest nie tylko skuteczność i racja, lecz zwłaszcza uczciwość. Temat dotąd przypisywany wzbudzającym mieszane uczucia moralistom odzyskał prawa obywatelskie. Jak w czasie każdej rewolucji nagadano i napisano masę niestworzonych głupot, ale nie mogło jej to powstrzymać. Rewolucja łatwo wybacza sobie błędy, a im uparciej trwa stary porządek, tym to wybaczanie przychodzi jej łatwiej.

Dziś obozu tamtej władzy już praktycznie nie ma. Nie dlatego, że źle zarządzał polską gospodarką, że zrujnował finanse albo służbę zdrowia, że bezrobocie jest duże, że źle działają urzędy. O to się teraz polityków nie pyta. Nie ma go, bo zdaniem wyborców był on niemoralny. Rosnąca popularność PiS znaczy dokładnie tyle, że po raz pierwszy wielka grupa Polaków nie wybiera wedle swoich interesów albo politycznych poglądów, ale według kryterium uczciwości. Bo w gruncie rzeczy nic innego PiS nie obiecuje. Uczciwe państwo stało się artykułem pierwszej potrzeby politycznej.

Poprawiacze i ultrasi

Niedawno Adam Michnik przerwał milczenie erudycyjnym esejem przestrzegającym przed radykałami, „ultrasami rewolucji moralnej”. Tę przestrogę warto potraktować poważnie. Sęk w tym, że dla dzisiejszych ultrasów Adam Michnik jest demonem atakowanego porządku. Od dawna drażniły ich jego polityczne wpływy, zdolność do kształtowania społecznej wyobraźni i określania standardów. Z punktu widzenia ultrasów między obrońcami starego porządku a ludźmi takimi jak Michnik – nazwijmy ich poprawiaczami – nie ma istotnej różnicy.

Dla poprawiaczy zaś ultrasi są w istocie groźniejsi niż obrońcy odchodzącego porządku: skorumpowani, w dużym stopniu szkodliwi, lecz już oswojeni, czegoś nauczeni w toku sprawowania władzy i na pewno wrodzy wobec rewolucji ultrasów. To zamyka drogę do wspólnego frontu, choć intencje naprawy są często podobne. Sprzeciw naprawiaczy wobec rewolucji ultrasów nie jest obroną zgniłego porządku.

0 Comments:

Post a Comment

<< Home