Wednesday, April 27, 2005

Laseczka z wibratorkiem w odbycie



Ale to wszystko to sprzedaż tematu policyjnego w detalu. A przecież policja najbardziej opłaca się w hurcie. Pierwsi w odrodzonej Rzeczypospolitej przekonali się o tym twórcy serialu „Ekstradycja”. Marek Kondrat, policjant o twarzy znanej z „Psów”, walczył tam na dwa fronty – musiał pokonać pociąg do alkoholu i mafię pruszkowską. Jeżeli na pierwszych stronach gazet pojawiało się wymuszenie haraczy na restauratorach na warszawskim Starym Mieście, wątek ten bankowo trafiał na ekran w kolejnym odcinku. Jeżeli media nagłośniły porwanie dla okupu, komisarz Halski gonił porywaczy. Widzowie mieli więc powtórkę dziennika telewizyjnego z ulubionym aktorem w roli głównej. Doszło do tego, że po latach taką mieszankę własnych pomysłów i telewizyjnej papki zaczął nawet produkować sam Pasikowski. Dowodem jego niedawny serial „Glina”. W fabule – normalka. Sprzedajni policjanci, mafia i wielkie pieniądze. Podobnie jeżeli chodzi o kadry policyjne. Wiodącym gliną jest tu Andrzej Gajewski, 40-latek po przejściach, któremu pooranej twarzy użyczył Jerzy Radziwiłowicz. Praca w wydziale zabójstw pozbawiła go złudzeń co do natury ludzkiej. Zgorzkniał, rozwiódł się, odsunął od ludzi. Na co dzień wytrzymuje z nim tylko kot, a i to z trudem. Jednak pod tą skorupą kryje się pasjonat policyjnej roboty. Gajewski to „prawdziwy pies”, mówi o nim była żona. „Jak złapie, to już nie puści. I wtedy nic go nie obchodzi. Myślę, że nie umiałby robić nic innego w życiu”. I tu okazuje się, że Pasikowski zżyna nie tylko z samego siebie. Bo przecież Gajewski to kalka policjanta Bullitta ze słynnego filmu z 1968 r. z niezapomnianym Steve’em McQueenem. I kalka inspektora Harry’ego Callahana z filmu o Brudnym Harrym z roku 1971. I kalka z tych wszystkich „poruczników Kwaśniaków”, którzy zaludniali stronice milicyjnej serii „Ewa wzywa 07” i powieści ze „srebrnym kluczykiem”.


Ale te ponure sztywniaki nie bardzo nadają się do umilania wieczorów szerokiej publiczności. O czym telewizja wie i z czego wyciąga wnioski. W rezultacie publiczność dostaje serial, na jaki czekała przez całe 15 lat. Gładko wystylizowaną opowieść odcinkową o ofiarnej pracy funkcjonariuszy w „nadludzkich warunkach”. Na przykład komisarza Zawady z „Kryminalnych”, emitowanych przez TVN. Zawada, o urodzie i manierach kapitana Żbika z PRL-owskiego komiksu, jest chłodnym profesjonalistą, bez reszty oddanym swej odpowiedzialnej pracy. Pracuje zresztą w komforcie kadrowym i moralnym. Wspiera go młody policjant Marek, „rzetelny i odpowiedzialny”, jak go określa internetowa strona serialu. I Basia, żeńska odpowiedniczka Marka. Komfort moralny komisarza Zawady polega na tym, że nie musi iść na żadne kompromisy ze światem przestępczym. Doszło do przestępstwa? Trzeba schwytać sprawcę i z czystym sumieniem udać się do kasy. Korupcja, owszem, występuje, ale to w innym filmie.

Robota nie jest uciążliwa, bo przestępcy działają tak, jakby naoglądali się nie najlepszych seriali telewizyjnych. Przestępstwa to same gotowce, które można znaleźć podczas cotygodniowej prasówki. Jest dyrektor banku? No to zgarniają go w nocy z domu i zmuszają, by otworzył sejf. Jest dziennikarka, która podejmuje niewygodne tematy? No to trzeba jej podpalić samochód. Biznesmen doprowadził do ruiny kilka firm? Od razu znajdą się mściciele, którzy podłożą mu w mieszkaniu ładunek wybuchowy. Przestępcy popełniają przy tym szkolne błędy. Jak ów syn sprzątaczki, który udusiwszy pracodawczynię mamusi, zostawił w dłoni ofiary własny guzik. W takich sytuacjach komisarz wkracza i od razu obejmuje doświadczonym spojrzeniem całość sprawy. Najpierw sprawdza pierwszy trop, który zawsze okazuje się fałszywy, a potem już od razu przechodzi do właściwego rozwiązania. Zajmuje mu to niecałą godzinę. Zadanie ułatwia fakt, że Warszawa z serialu „Kryminalni” to małe miasteczko, w którym wszyscy się znają. Dzisiejszy parkingowy jest tu wczorajszym prezesem i odwrotnie. W dodatku wszyscy oni są dalszymi lub bliższymi znajomymi komisarza Zawady, więc nie musi ciągle się szastać po mieście w poszukiwaniu podejrzanych.

Może nawet szkoda, bo Warszawa jest w tym serialu piękna, jak na rzadko której pocztówce. Aż się prosi, żeby na tym słodkim obrazku domalować bandytę.

0 Comments:

Post a Comment

<< Home